1

2

3

4

5

 

Legendy Solidarności w świetle polityki

Działacze Solidarności z początku lat 80. są dosyć znanymi osobami życia publicznego, a część z nich nadal aktywnie uczestniczy w życiu politycznym. Na początku pojawia się od razu nazwisko Lecha Wałęsy, który był pierwszym prezydentem, wybranym w wyborach. Henryka Krzywonos była tramwajarką, która zatrzymała tramwaj i w ten sposób dołączyła do działaczy, strajkujących już w Stoczni Gdańskiej; przez kilka lat była kojarzona z Kongresem Kobiet, jednak ostatnio odcięła się od tej inicjatywy, poprzestając na działaniach wspierających ale niekoniecznie bezpośrednio. Tadeusz Mazowiecki, jeden z działaczy wspierających strajkujących robotników, był także pierwszym premierem w rządzie solidarnościowym, który otoczył się innymi legendami z lat 80. – ministrem sprawiedliwości był wówczas Jan Olszewski, prawnik znany z tego, że prowadził procesy strajkujących robotników czy działaczy KOR, a Małgorzata Niezabitowska była rzecznikiem rządu. W tym samym rządzie Jacek Kuroń, który stworzył KOR, a potem wspierał działania strajkujących, został ministrem pracy i polityki społecznej. Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz był jednym z działaczy Solidarności, znanych na terenie Wrocławia i Dolnego Śląska. Donald Tusk działał na Pomorzu, obecnie pełni funkcję premiera rządu, a obecny prezydent Bronisław Komorowski był jednym z internowanych po wprowadzeniu stanu wojennego.

O co chodzi z Kongresem Kobiet

Kongres Kobiet powstał jako odpowiedź na oficjalną politykę. Miał on gromadzić raz w roku kobiety, które domagały się poszanowania własnych praw, umożliwienia połączenia pracy zawodowej z wychowaniem dzieci, ale także wnioskowały o wyrównanie pensji i zburzenie szklanego sufitu. Coroczne spotkania w Warszawie zamieniły się w spotkania w całej Polsce, gdzie podejmowane są konkretne działania oraz postulaty, z których następnie są rozliczani politycy. Bo są także politycy, którzy chcą się pokazać na Kongresie Kobiet w Warszawie, traktując to z jednej strony jako możliwość zdobycia kobiecego elektoratu, ale także jest to możliwość składania obietnic, z których później można się nie rozliczyć. Z czasem Kongres Kobiet zamienił się w ruch polityczny, z którym kojarzone były Jolanta Kwaśniewska, Henryka Krzywonos, ale także Barbara Labuda. Dorota Warakomska, była dziennikarka polityczna, jest rzecznikiem prasowym Kongresu, odpowiada także za różnego rodzaju publikacje, zbierające i podsumowujące postulaty z Kongresu. Zaskakujące jest to, że panie oddały politykę w ręce mężczyzn w większości, natomiast same mają trochę inne podejście do polityki. Za każdym razem padają podobne postulaty, wśród których przeważa edukacja i ogólnie opieka społeczna, ale także panie położyłyby większy nacisk na zdecydowanie inne aspekty niż robią to mężczyźni.

Czemu ludzie kupują kiełbasę wyborczą

Najchętniej kupowaną przez Polaków wędliną jest kiełbasa wyborcza. Przed każdymi wyborami partie polityczne obiecują swoim wyborcom różne rzeczy, które zmienią, które poprawią, co ma wpłynąć bezpośrednio na wyborców. Wyborcy ufają obietnicom przedwyborczy, tej kiełbasie wyborczej, ponieważ chcą, aby było lepiej niż dotychczas. Partie, które chcą się dostać do parlamentu, obiecują zwykle to samo: na pierwszym miejscu pojawia się zwykle obniżenie podatków, zmniejszenie bezrobocia oraz podniesienie zarobków, chociaż to nie do końca jest do zrealizowania przez partię, bo pensje są wynikiem tego, co się dzieje w gospodarce. Od 2008 roku politycy obiecują, że Polska gospodarka się rozwinie. Obietnicą często składaną jest także obietnica podniesienia rent i emerytur. Ta obietnica pada często, ponieważ grupa emerytów i rencistów jest bardzo liczna, zatem obietnica podwyższenia renty czy emerytury pozwala liczyć na poparcie tej grupy społecznej. Podobnie miała zadziałać obietnica dla kobiet z tak zwanego pierwszego kwartału, czyli umożliwienie matkom, które urodziły dzieci w pierwszym kwartale 2013 roku, skorzystanie z urlopu macierzyńskiego o długości 12 miesięcy. Z drugiej strony politycy unikają, jak mogą, tematów niepopularnych, czyli cięcia uposażeń nauczycieli, zabranie przywilejów służbom mundurowym czy górnikom, ale także zmiany w płatnościach składek na rzec KRUS.

Co po polityce

Kadencja polityka jest zwykle dokładnie określona czasowo – trwa tyle, ile kadencja posła czy senatora albo prezydenta. Natomiast po tym czasie, jeśli ktoś nie jest wybrany ponownie, musi się jakoś odnaleźć w świecie, który z polityką nie musi mieć zbyt wiele wspólnego. Lech Wałęsa, po zakończonej kadencji prezydenckiej, pozostał politykiem, który jeździ z odczytami po całym świecie. Kazimierz Marcinkiewicz, premier za rządów PIS, w kolejnej kadencji nie został wybrany do Sejmu, za to mógł liczyć na niezwykle korzystną cenowo ofertę pracy przy Banku Europejskim w Londynie. Niektórzy, jak Władimir Putin, mogą zmieniać konstytucję i po dwóch kadencjach prezydencki, można zostać premierem, aby po zmianach w prawie móc być po raz kolejny prezydentem. W polskich realiach można liczyć na nieco inne rozwiązania, np. Jan Maria Rokita, po odejściu z Platformy Obywatelskiej, gdy przestał być posłem, poświęcił się swojej działalności publicystycznej i publikował regularnie felietony w jednej z gazet. W tym samym czasie w Sejmie pojawiła się jego żona Nelly Rokita. Spora część polityków polskich, którzy nie dostali się do polskiego Sejmu, wystartowali w wyborach do Europarlamentu i są aktualnie europosłami. Taka przyszłość spotkała Wojciech Olejniczaka, Pawła Kowala czy posła Cymańskiego, którzy dzięki Europarlamentowi mogą liczyć na wyższe uposażenie.

Komisja Sejmowa szansą na wybicie

Komisje Sejmowe nie powstają zbyt często, ale są politycy, którzy chętnie by powoływali takie komisje przy niemal każdej okazji. Dla wielu polityków jest to szansa na pokazanie się szerszemu gronu, ale także możliwość na wybicie się spośród innych polityków. Przykładem może być Komisja Rywina, która pozwoliła na pojawienie się w świadomości widzów oraz reporterów politycznych dwóch polityków – Jana Marię Rokitę czy Zbigniewa Ziobro. Komisje Sejmowe oznaczają zwykle potyczki słowne, które przeszły niemal do politycznej historii współczesnej Polski. Ale tworzenie komisji staje się pewnego rodzaju panaceum na każdy problem – PIS domagał się utworzenia Komisji Sejmowej, która miałaby się zająć sprawą zamachu w Smoleńsku. Nie – katastrofą lotniczą, wypadkiem, ale właśnie zamachem. PIS nie dostał zgody na stworzenie komisji, która nie miała wyjaśnić problemu, a z założenia miała już swoją wizję sprawy, miała tezę, którą chciała jedynie nagłośnić. Komisje mają na celu wyjaśnienie różnych spraw, nie mają jednak mocy sprawczej, tworzą na koniec raport, który może się stać podstawą do skierowania sprawy do prokuratury lub do służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Ale sama komisja nie wydaje wyroków, nie wskazuje osób, które w sposób bezpośredni są odpowiedzialne za takie a nie inne działania.

Rodzinne powiązania polityków

Na scenie politycznej sporo jest różnych polityków, którzy są albo bywają spokrewnieni. Najlepszym przykładem na bliskie pokrewieństwo można było zaobserwować na przykładzie Jarosława i Lecha Kaczyńskich. Bracia Kaczyńscy nie tylko wspólnie wystąpili, jak dzieci, w filmie na podstawie znanej książki, w polityce także pojawili się mniej więcej w tym samym momencie. Ich pokrewieństwo oraz niebywałe podobieństwo sprawiało wiele problemów. Jarosław Kaczyński stworzył Prawo i Sprawiedliwość, do której należał także Lech Kaczyński, który z ramienia partii został najpierw prezydentem miasta stołecznego Warszawy, a potem – prezydentem Polski. Po jego śmierci, Jarosław Kaczyński zaczął namawiać Martę Kaczyńską do polityki. Być może w niedalekiej przyszłości to ona będzie liczyła się na scenie politycznej. Podobnie gdy Aleksander Kwaśniewski miał zakończyć swoją karierę jak prezydent, pojawiły się sugestie, że jako polityk będzie mógł liczyć na wsparcie swojej małżonki, którą typowano najpierw na kolejnego kandydata na prezydenta, aby po jakimś czasie pozwolić pani prezydentowej na bycie jedną z twarzy Kongresu Kobiet, nowej formacji politycznej i społecznej. Czasem polityk może skorzystać także ze zbieżności nazwisk – to właśnie się udało posłowi PIS, który nazywa się Zbigniew Ziobro, ale nie jest tym politykiem, który aktualnie jest przewodniczącym Solidarnej Polski.

Fotoradary sposobem na wpływy do budżetu

Jednym z najnowszych pomysłów polityków, aby podnieść wpływy do budżetu, było wdrożenie systemu fotoradarów na polskich drogach. Za twórcę absurdalnej sieci z radarami, mającymi wyłapywać kierowców, łamiących przepisy związane z ograniczeniami prędkości, uznano Sławomira Nowaka, ministra odpowiedzialnego za drogi i infrastrukturę. Oskarżenia wydawały się słuszne, bowiem fotoradary stały niejednokrotnie w miejscach, w których nie powinno ich być – na drogach osiedlowych, w okolicach szkół, itp. Doprowadziło to do tego, że niektóre gminy miały prawie 80 % zysków, pochodzących z mandatów, wystawianych na podstawie zdjęć, zrobionych przez fotoradary. Także Straż Miejska dostawała targety na wpływy z mandatów, co dało się wypracować jedynie poprzez ustawianie fotoradarów, często ukrytych w koszach na śmieci albo na drzewach. Zamiast remontów dróg jest ustawianie fotoradarów – takie zdanie o straży miejskiej i służbach, ustawiających fotoradary, mają kierowcy, którzy niemal w każdej części Polski mogą się spodziewać wystawienia mandatu tylko dlatego, że niektóre gminy w Polsce szukają zysków zamiast inwestować w naprawdę dróg. Aby ukrócić ten proceder, rząd ogłosił, że zyski z fotoradarów faktycznie mają pójść na remonty dróg oraz do dalszej dyspozycji rządu. Nie ma jednak nawet szacunków co do wysokości wpływów z mandatów.

O co chodzi z tymi sądami

Na początku 2013 roku głośno się zrobiło w związku z reformą sądownictwa, której autorem był Jarosław Gowin, minister sprawiedliwości. Zmiany, które chciał wdrożyć, nie spotykały się z aplauzem środowiska prawniczego choćby dlatego, że Gowin z prawem nie ma kompletnie nic wspólnego. Za to był on biegłym ministrem, któremu udało się przeforsować zmiany w dostępie do niektórych zawodów – w ten sposób uwolnił zawody taksówkarzy, przewodników miejskich i kilkudziesięciu innych profesji. Jednak najważniejsza zmiana, którą wprowadzał Jarosław Gowin, dotyczyła sądów i samego systemu sądownictwa. Zaczął on od zamknięcia 78 sądów rejonowych w mniejszych miastach, a ich kompetencje zostały przekazane do pobliskich sądów w innych miastach. W praktyce ta zmiana ograniczyła się do zmiany tablic na sądach oraz zmiany pieczątek, w tak zwanych likwidowanych sądach nie było także prezesów, ponieważ podlegali oni kompetencjom innych sądów. Likwidowane sądy miały zbyt małą kadrę – w większości z nich oznaczało to, że mają 6 czy 7 sędziów zamiast ustawowych 8 do przeprowadzania rozpraw. Ta reforma spotkała się z ostrym sprzeciwem ze strony PSL, który podjął się zbierania podpisów pod przywróceniem starego układu sądów. Projekt obywatelski zyskał poparcie 150 tysięcy mieszkańców i został przegłosowany przez posłów, co oznacza, że ma spore szanse na przywrócenie starego porządku.

Politycy wyruszają na podbój Polski

Do kolejnych wyborów parlamentarnych jeszcze trochę czasu, jednak politycy zaczęli już podróże pod kraju, aby przekonać do siebie potencjalnych wyborców. Z utęsknieniem obywatele czekają na wyruszenie Tuskobusa, czyli mobilnego biura premiera Donalda Tuska. W tym roku premier miał pytać o możliwość wykorzystania funduszy unijnych, jednak po ostatnich działaniach, które miały wpływ na jego wizerunek, premier odłożył swoje podróże po kraju na bliżej nieokreśloną przyszłość. Z kolei w rajd po polskiej prowincji wyruszył Jarosław Kaczyński, który oparł swoje podróże właśnie na tym – na uświadomieniu Polakom z mniejszych miast, że obecny rząd nie troszczy się o Polskę prowincjonalną. Po wcześniejszych wyborach raczej tego rodzaju obietnice zakończą się tak, jak dotychczas – po wyborach żadna partia nie chce się zajmować mieszkańcami mniejszych miast czy wsi. Coraz częściej mówi się także o pewnego rodzaju politycznej symbiozie, jaka miałaby połączyć PSL z partią Polska Jest Najważniejsza. PSL coraz częściej krytykuje decyzje PO, czyli swojego koalicjanta, podsuwając także swoje własne projekty reform. Tak się stało z reformą sądownictwa, zwaną reformą Gowina. PO dążyła do tego, aby zamknąć prawie 80 mniejszych sądów. Sejm przegłosował ustawę obywatelską, do której podpisy zebrał właśnie PSL.

Sejmowa polityka demograficzna

Z roku na rok Polska ma coraz niższy odsetek urodzin, co przekłada się w sposób bezpośredni na ilość obywateli. Ale starzejące się społeczeństwo to problem nie tylko Polski, ale także całej Europy Zachodniej – młode kobiety nie chcą rodzić dzieci, w Polsce współczynnik dzietności wynosi trochę ponad 1, co oznacza, że jedna kobieta rodzi trochę ponad jedno dziecko. Statystycznie. Politycy starają się jakoś wpłynąć na decyzje związane z rodzeniem dzieci, dlatego pojawiają się różne pomysły i ułatwienia, które mają podnieść ilość narodzin. Jednym z ostatnich pomysłów rządu było wdrożenie rocznego urlopu macierzyńskiego, z którego mogą skorzystać zarówno matka, jak i ojciec dziecka. Co prawda nie obyło się bez demonstracji, po których premier rządu umożliwił skorzystanie z rocznego urlopu po urodzeniu dziecka rodzicom wszystkim dzieci, które urodziły się w 2013 roku. Kolejne ułatwienie dla rodziców oznacza obniżenie opłat za przedszkola – dodatkowe godziny, spędzone przez dziecko w przedszkolu, będą kosztowały dokładnie 1 zł. Niestety rząd nie buduje nowych żłobków i przedszkoli, a ilość miejsc w tanich przedszkolach maleje z roku na rok. Nie ma także żadnych ułatwień dla rodziców, którzy chcieliby łączyć pracę zawodową z wychowaniem małych dzieci. Są co prawda przepisy w Kodeksie Pracy, jednak trudno jest znaleźć firmy, które te przepisy wdrożyły i umożliwiły pracę na kawałek etatu, względnie jako telepracownicy.

.